Przez dekadę symbioza serii Silent Hill i kompozytora jej udźwiękowienia Akiry Yamaoki uważana była za jedną z najbardziej spektakularnych w branży elektronicznej rozrywki. Kiedy w 1999 roku na PSX-ie pojawiła się pierwsza część „Cichego Wzgórza”, rola muzyki z gier zmieniła się diametralnie. Yamaoka wykreował wówczas nowatorskie spektrum dźwiękowe, które wzięło na siebie główny ciężar budowania klimatu grobowej aury horroru. Dark ambient, industrial, trip-hop, rock, metal, różne style elektroniczne, to tylko wybrane gatunki muzyczne, które w połączeniu szeregiem eksperymentalnych elementów w niezapomniany sposób szerzyły przez lata wśród graczy SH atmosferę niepokoju i nieustannego zaszczucia. Wraz z najnowszą odsłoną Silent Hill o podtytule Shattered Memories, era ta jednak nieoczekiwanie dobiegła końca.
Silent Hill od pewnego czasu nie jest już produkcją japońską. Począwszy od Silent Hill: Origins (2007) i Silent Hill: Homecoming (2008), seria została bowiem przejęta przez amerykańskich developerów. Tym samym rola Yamaoki została ograniczona do komponowania muzyki bez realnej ingerencji w samą grę. Gdy ogłoszono plany wydawnicze Silent Hill - Shattered Memories (luźnego remake’a na platformę Nintendo Wii pamiętnej części pierwszej), tradycyjnie do pracy nad jego soundtrackiem zaangażowano Yamaokę. Wkrótce po wypełnieniu zlecenia kompozytor ogłosił jednak, że opuszcza szeregi Konami i w ten sposób Shattered Memories OST okazał się jego finalnym dziełem i swoistym podsumowaniem dotychczasowego wkładu w udźwiękowienie sławetnej sagi.
Co najgorsze, albumu Shattared Memories nie można ciągle nigdzie zakupić. Dodawany był jako bonus do przedpremierowych zamówień gry w regionie amerykańskim. A znajdują się na nim zarówno utwory całkiem nowe, jak i fragmenty kawałków znanych fanom z poprzednich ścieżek dźwiękowych "Cichego Wzgórza". Z drugiej strony słuchacze ceniący sobie pierwsze trzy soundtracki serii SH mogą nie być do końca usatysfakcjonowani ze sposobu, w jaki kompozytor się z nimi pożegnał. Jego najnowszy album nie straszy, a raczej podkreśla zimową aurę, która zdominowała Silent Hill: Shattered Memories. Powód jest prosty: miasteczko w swej alternatywnej wersji nie jest już skąpane krwią, ale skute lodem.
„Ice” jest właśnie tego typu utworem, ilustrującym skostniały lodowy świat przenikającym wokalem i podkładem chóralnym. „Snow Driven” metodą kombinacji perkusji i dźwięków syntezatora buduje z kolei nastrój osamotnienia w zimowym środowisku, a senne klawisze w „Hibernation” podkreślają stan zimowego letargu. Właściwie nigdy do tej pory muzyka w grach spod znaku Sileni Hill nie skupiała się tak mocno na odgrywaniu roli muzycznego tła, jak to czyni w Shattered Memories. Tła bardzo mocno zresztą zróżnicowanego przez zastosowanie szeregu instrumentów, jakich Yamaoka do tej pory nie implementował w swoich utworach…
Akcja gry z pewnością w sporej części rozgrywa się w obiektach sakralnych. Organy kościelne w „Forsaken Lullaby” czy dzwon w „Searching the Past” nie znalazły się w nich bez powodu. Piorunujące wrażenie robią szczególnie „Devil's Laughter” i „Angel's Scream”. Ten pierwszy bazuje na iście diabelskich atakach śmiechu, a świętość drugiego akcentuje chór i pojawiający się od czasu do czasu ryk upadłego anioła. Bogactwo instrumentów przejawia się też w innych utworach, w których na pierwszy plan wysuwają się czy to dynamiczne kotły („Endless Depth”) czy też solowa partia fletu („Creeping Distress”). Tradycyjnie znaleźć można też elementy ambientowe choćby w postaci koncertu świerszczy na początku „Raw Shock”.

Copyright © 2010 GameMusic.pl