Reklamowanie gry hasłami „RPG w Diablo dobrym klimacie”, czy „Jest tak samo uzależniające jak Diablo” było z pewnością znakomitym posunięciem twórców „Legend: Hand of God” – na pewno wielu fanów prawdopodobnie najlepszego hack'n'slash w historii PC złaknionych najnowszej odsłony serii postanowiło sprawdzić, ile w tym tytule osławionego „Diablo”. „Legend” to produkt niemieckiego studia Master Creating, który prócz gameplay’owego podobieństwa względem słynnego dzieła Blizzarda, kusił również niebanalną oprawą audiowizualną oraz kilkoma ciekawymi pomysłami (choćby NPC w formie… kursora). Wysokie oceny portali internetowych i prasy (CD-Action 8/10) mówią zresztą same za siebie. Czy podobnie wysokie noty należą się ścieżce dźwiękowej?
Wygląda na to, że producenci z Master Creating doskonale zdawali sobie sprawę z faktu, jak dużą wartość stanowi dla gry tego gatunku odpowiednio klimatyczna i dopasowana ścieżka dźwiękowa. Nietrudno więc domyślić się, że właśnie dlatego ich wybór padł na twórców ze studia Dynamedion. Ich dorobek na tę chwilę jest oszałamiający – studio założone w 2001 roku przez Tilmana Sillescu i Pierre’a Langer zrealizowało od tamtej pory wiele projektów muzycznych m.in. do gier Ankh, Drakensang, Gothic 3, Sacred 2 czy serii Spellforce. Muzyka twórców z Dynamedionu niejednokrotnie wcześniej była tak świetna, iż nie tylko znakomicie uatrakcyjniała rozgrywkę, ale również budziła podziw większy niż sama gra. Imponująca dbałość o muzyczne detale i fascynująca symfonia dały o sobie znać - choćby w strategii czasu rzeczywistego Paraworld, w przypadku której soundtrack bywał bardziej doceniany przez społeczność graczy niż sam RTS. O klasie udźwiękowienia Paraworlda świadczy też nagroda przyznana twórcom jego udźwiękowienia w 2006 roku przez Game Audio Network Guild za utwór „Titan” w kategorii Best Original Instrumental Song.
Album otwiera utwór „Hand of God” – wykonana z rozmachem opowieść muzyczna, w której dzięki bogatej gamie instrumentów dętych blaszanych i membranofonów (zwłaszcza kotłów) udało się uzyskać ciężkie i groźne brzmienie. Kolejne kompozycje, takie jak „Forlorn Monastery” i „The Great Plan” utwierdzają nas w przekonaniu, że kompozytorzy zdecydowali się na budowę klimatu mrocznego i niepokojącego, rezygnując z motywów nadmiernie epatujących patetycznym heroizmem. Warto zwrócić uwagę na trzyminutowy „Turint”, który abstrahuje minimalistyczną formą od większości innych kompozycji albumu. To kawałek spokojny i melancholijny, fragmentarycznie uatrakcyjniony przez kobiecy wokal, wzbogacający utwór o nutę optymizmu. Kawałki „Through the Deathdowns i „The Crypt” znów powracają do umiejętnie wytwarzanej atmosfery strachu i zagrożenia, tym razem za sprawą dobiegających jakby z oddali chórów głosów, bębnów i dźwięków dzwonów. Wszystkie te zabiegi robią wrażenie i skłaniają ku opinii, iż tak umiejętnie emanująca niepokojem i niepewnością muzyka to nieczęsty atut cechujący soundtracki z gier.

Copyright © 2010 GameMusic.pl